Nie ma jak u mamy – ciepły piec, cichy kąt.
Nie ma jak u mamy – kto nie wierzy, robi błąd.
autor: Wojciech Młynarski
Ja już przestaję wierzyć
Postać matki kojarzy się z beztroskim dzieciństwem, jest symbolem miłości, bezpieczeństwa, rodzinnego domu. Niestety mnie kojarzy się tylko z krzykiem, awanturami i zakazami na wszystko. Nie ma dnia bez kłótni. Ciągle ma do mnie pretensje, głównie o to, że chodzę i żyję. A to że jest nie posprzątane (weszła do domu 10 min wcześniej, rzuciła ciuchy i darła się że jeszcze nie sprzątnięte), że nie odkurzone (drobny okruszek na dywanie), nie ugotowane...
Mogłabym tak bez końca wymieniać. Co ja sprzątaczka jestem?! Jak powiedziała moja kumpela ‘dom jest od mieszkania a nie od sprzątania’. Ostatnio powiedziała że nie puści mnie do Wrocka na studia. Musi mieć pełną kontrolę nade mną inaczej by chora była. Zawsze musi wiedzieć co i jak. Kto? Z kim? Po co? Na co? I dlaczego?. We Wrocławiu odżywam. Po ostatniej awanturze tylko jedna myśl mnie powstrzymała od ucieczki z domu, mianowicie mój pies. Nie zostawię go na pastwę tej kobiety. Niestety on też obrywa... za mnie... Bo dzięki mnie jest u nas. Gdybym wiedziała to nigdy bym nie prosiła o psa. Teraz jest chory- coś z gardłem...
W weekend ma wpaść Nelka z siostrą. Pewnie jak zwykle będzie mnie poniżać przed innymi.
Nie mogę się doczekać 1 października. Nawet gdyby mnie nie puściła zabieram psa i ucieknę, choć wówczas będę żałować, że nie ukończyłam studiów...
Muszę kończyć obiad gotować
Pozdrowienia
